Żałoba i melancholia

Edward Stachura próbował ująć w słowa doświadczenie smutku i wewnętrznego cierpienia. Pisał: „Rozdzierający jak tygrysa pazur/ Antylopy plecy jest smutek człowieczy./ Nie brookliński most, ale przemienić/ W jasny nowy dzień/ Najsmutniejszą noc/ To jest dopiero coś (…)”. Wiele lat przed nim i po nim podejmowano próby opisania i rozumienia tych stanów z psychologicznego punktu widzenia. Jak w tym kontekście umieścić żałobę i melancholię?

Freud zajmował się istotą i wewnętrzną dynamiką melancholii zauważając pewne podobieństwo do naturalnego procesu żałoby. Żałoba jest reakcją na stratę kochanej osoby albo utratę cenionej wartości. Wartością tą może być np. zdrowie, praca, wolność, czy ojczyzna. Freud zauważył, że kiedy jedni ludzie reagują na pozbawienie ich czegoś ważnego żałobą, inni w tych samych okolicznościach wykazują skłonność do zapadania w melancholię.

Melancholię określił jako stan poważnego, wywołującego cierpienie zniechęcenia, wycofania zainteresowania ze świata zewnętrznego oraz utraty zdolności do obdarzania innych miłością. Towarzyszy temu zahamowanie aktywności życiowej oraz obniżenie samopoczucia, które objawia się w postaci nasilonego obwiniania się i oczerniania. Nie rzadko – w związku z wysuwanymi wobec samego siebie pretensjami – występuje tu oczekiwanie kary. Żałoba, chociaż przypomina pod pewnymi względami melancholię, wolna jest od zaburzenia samopoczucia – samoupokarzania i czynienia sobie wyrzutów.

Żałobę, pojawiającą się w konsekwencji straty kochanej osoby, cechuje ból i przygnębienie. Człowiek traci na pewien czas zainteresowanie otoczeniem zewnętrznym, chyba że przypomina mu ono o zmarłej osobie. Zaabsorbowanie stratą jest tak duże, że jednostka nie jest zdolna angażować się w nową relację. Nie ma też miejsca na inne zainteresowania, czy aktywności.

W żałobie, jak tłumaczy Freud, istotna jest praca, która ma zostać wykonana. Adekwatne rozpoznanie rzeczywistości polega na uznaniu, że kochany obiekt odszedł. Konieczne staje się wycofanie całej energii psychicznej zainwestowanej w związki z tą osobą. To jednak wywołuje protest. Niekiedy odmowa jednostki jest tak duża, że nie chce ona wcale rezygnować z danej relacji. Wówczas może odwrócić się od rzeczywistości i trwać przy utraconej osobie. Dopiero po upływie pewnego czasu wycofanie się z emocjonalnego zaangażowania staje się możliwe. Kiedy to się dzieje, wymagania stawiane przez rzeczywistość zostają spełnione – energia psychiczna jest stopniowo wygaszana, oddzielana od wspomnień i oczekiwań związanych z osobą, która odeszła.

W wyniku tej trudnej, bolesnej i czasochłonnej pracy „ja” staje się znowu wolne i niezahamowane, a przez to zdolne do uczestniczenia w nowych relacjach i aktywnościach.

Zdaniem Freuda również melancholia może być reakcją na utratę kochanej osoby lub cenionej wartości. Przez stratę rozumie on nie tylko śmierć kogoś bliskiego, ale też jego odejście (np. w wyniku rozpadu relacji). Znamienne jest jednak to, że osoba w melancholii często nie uświadamia sobie, co tak naprawdę utraciła. A jeśli strata może być nazwana, to jednostka nie potrafi określić, co ona właściwie oznacza. Z tego powodu Freud pisał, że o ile żałoba odnosi się do straty, która jest dostępna świadomości (osoba wie kogo lub co utraciła), to melancholia ma wymiar nieświadomy.

W melancholii także dokonuje się praca wewnętrzna. Powoduje ona zahamowanie i utratę zainteresowania osoby otoczeniem zewnętrznym. W odróżnieniu od procesu żałoby, w melancholii dochodzi jeszcze do nadmiernego obniżenia poczucia „ja”, jego zubożenia. Jak zauważył Freud „w wypadku żałoby to świat zubożał i opustoszał – w wypadku melancholii zubożało i opustoszało samo ja” (Freud, 2009, s. 149).

Osoba w melancholii kieruje wobec siebie różnorakie zarzuty. Uważa się za bezwartościową, nieudolną. Deprecjonuje i upokarza siebie przed innymi, licząc na odtrącenie i wymierzenie kary. Freud z tym nie dyskutuje. Uważa bowiem, że istnieje przyczyna, dla której osoba właśnie w taki sposób siebie przeżywa. Odnotowuje przy tym, że siła samooskarżeń często jest niewspółmierne do rzeczywistych powodów, które mogłyby je wywołać. Jednostka nie ukrywa się, ani nie odczuwa wstydu w związku z powtarzanym upokarzaniem siebie. Wprost przeciwnie, często przejawia potrzebę komunikowania innym zarzutów i żalu, który ma do siebie.

Freud zauważa, że w przypadku melancholii wiodącym objawem jest niezadowolenie z własnego „ja”. W narracji osoby uwidacznia się, jak jedna część jej psychiki niezwykle krytycznie i bezwzględnie ocenia inną część, jakby ta była odrębnym podmiotem. W tych skargach można usłyszeć pretensje, które jednostka żywi do kogoś, kogo kocha lub ceni. Freud uznaje, że oskarżenia wysuwane wobec własnego „ja”, pierwotnie były adresowane do obiektu miłości. W wyniku przesunięcia, zostały przemieszczone na własne self. Z tego właśnie powodu osoba nie wstydzi się głośnego wypowiadania swoich wyrzutów. Nie są to bowiem skargi na samego siebie (albo nie tylko na samego siebie), ale oskarżenia przeciw osobie darzonej miłością.

Wyjaśnienie dynamiki melancholii, w ujęciu Freuda, jest następujące – doznanie znaczącego urazu lub przeżycie bolesnego rozczarowania ukochaną osobą prowadzi do naruszenia relacji. Skutkiem nie jest jednak wycofanie zaangażowania i zainwestowanie odzyskanej energii w nowy związek. W melancholii, jak tłumaczy Freud, energia psychiczna jest kierowana z powrotem do „ja”. Następnie zostaje zużyta do utożsamienia się z utraconym obiektem. Innymi słowy, część psychiki zostaje poświęcona i zaczyna funkcjonować, jakby była utraconą osobą. „Cień tego obiektu padł zatem w ten sposób na ja” (Tamże, s. 152). W konsekwencji, strata kochanej osoby zostaje zamieniona w utratę „ja”. Z kolei spór, który istniał początkowo na zewnątrz między jednostką, a obiektem miłości, zostaje przekształcony w konflikt wewnętrzny. Rozgrywa się on między krytyczną częścią „ja”, a tym aspektem psychiki, który upodobnił się lub w pewien sposób stał się utraconą osobą.

Dlaczego Freud wspomina tu o konflikcie między jednostką, a ważną dla niej osobą? Twierdzi on, że strata kogoś darzonego miłością uwidacznia ambiwalencję wpisaną w postawę kochania. Doświadczenie odtrącenia, czy emocjonalnego zawodu prowadzi do uwypuklenia tkwiącej w człowieku opozycji miłość – nienawiść. Kiedy jednostka nie potrafi zrezygnować z miłości (chociaż wyrzeka się osoby, którą kocha), wówczas wybiera utożsamienie się z nią. Na tym aspekcie siebie – zamiast na konkretnym człowieku – dokonuje „zemsty” poprzez obrzucanie się oskarżeniami, upokarzanie się i wywoływanie w sobie cierpienia. Cierpienie to dostarcza z kolei niejakiego zadowolenia.

Freud pokazuje, że człowiek staje przed wyborem. Żałoba skłania do rezygnacji z osoby, która odeszła i uznania jej za zmarłą. W zamian oferuje psychice możliwość pozostania przy życiu. Gdyby jednostka tego nie zrobiła, wówczas opowiedziałaby się po stronie śmierci (i zmarłego). Ambiwalencja, która towarzyszy naszym uczuciom powoduje, że energia psychiczna może zostać zatrzymana przy utraconym obiekcie. Budząca się wówczas nienawiść prowadzi do dewaluowania kochanej, acz utraconej osoby. Nie dzieje się to jednak bezpośrednio, tylko poprzez zwrócenie się przeciwko pewnej części własnego „ja” – tej, która utożsamiła się, przypomina osobę, która odeszła.

Bibliografia:

  • Freud, Z. (2009). „Psychologia nieświadomości”. Warszawa: Wydawnictwo KR.