Technika terapii

Formułowanie przez Zygmunta Freuda reguł prowadzenia terapii analitycznej przypada na lata 1911 – 1915. Pisze on wówczas artykuły, w których zawiera zasady i zalecenia, które powinny być uwzględnione przez praktykujących analityków. Warto jednak pamiętać, że pierwsze refleksje nt. metody psychoanalitycznej pojawiły się już w „Studiach nad histerią”, a ostatnie w „Analizie skończonej i nieskończonej”, która powstała u schyłku jego życia.

Freud podejmując się kodyfikacji zasad psychoanalizy zwraca w pierwszej kolejności uwagę na znaczenie słuchania pacjenta z „równomiernie unoszącą się uwagą”. Oznacza ona równomierne zapamiętywanie wszystkiego, co osoba mówi na swój temat – słuchanie bez dbania o to, czy coś się zapamiętuje i poleganie na pamięci nieświadomej. Regule tej przeciwstawiane jest nastawienie polegające na celowym wytężaniu uwagi, które prowadzi do wybiórczego zapamiętywania. Analityk traci wówczas część opowieści osoby, ponieważ kieruje się podczas słuchania własnymi oczekiwaniami lub skłonnościami.

Poddając refleksji kwestię słuchania Freud zachęca, by przyjmować nastawienie pozbawione jakiegokolwiek zamiaru. Pozwala to na stworzenie warunków, w których terapeuta może być zaskakiwany w rozmowie przez pacjenta, jeśli zdoła zachować bezstronność i powstrzyma się od formułowania założeń na jego temat.

To, co znamienne w psychoanalizie, to wykorzystanie w pracy terapeutycznej nieświadomości analityka jako narzędzia percepcji oraz poznania nieświadomości pacjenta. Freud używa tutaj metafory słuchawki. Mówi, że analityk powinien niczym słuchawka telefonu, która zamienia drgania elektryczne w fale głosowe, „umieć przekształcać przekazane sobie pochodne nieświadomości w tę nieświadomość, która determinuje skojarzenia chorego”. Dodaje zarazem, że aby tak się stało terapeuta powinien przejść własną analizę, aby jego umysł i nieświadomość były otwarte i zdolne przyjąć to, co nieświadomie komunikuje pacjent.

Freud wyjaśnia również potrzebę zachowania przez analityka postawy nieprzejrzystości. Przyrównuje ją do przyjęcia na siebie roli „tafli lustra”, której celem jest odzwierciedlanie tylko tego, co (nieświadomie) prezentuje pacjent. Stwierdza, że ujawnianie treści z własnego życia wcale nie sprzyja większej otwartości osoby. Wprost przeciwnie, ogranicza jej zdolność do pokonywania własnych oporów w odkrywaniu nieświadomego materiału. Powoduje przeniesienie zainteresowania pacjenta z niego samego, na osobę analityka. Innymi słowy, proces badania nieświadomych fantazji jest możliwy, dopóki nie wiemy czegoś konkretnie albo z całą pewnością. To trochę podobnie, gdy czytamy książkę i wyobrażamy sobie jej głównych bohaterów. Kiedy jednak obejrzymy jej ekranizację, trudniej już sobie wyobrażać podczas czytania, bo konkretne postacie, czy kadry z filmu zastępują fantazjowanie.

W stosunku do osoby korzystającej z terapii Freud formułuje najważniejszą zasadę –  fundament pracy psychoanalitycznej. Oczekuje, że będzie ona otwarta i szczera w informowaniu analityka o wszystkim, co przychodzi jej na myśl w związku z omawianym tematem. Zasada ta jest punktem wyjścia do formułowania „wolnych skojarzeń”. Aby pacjent rzeczywiście mógł się podzielić z analitykiem „wszystkim”, będzie musiał umieć powstrzymać się od krytycznej oceny względem pojawiających się w nim myśli. Ten krytyczny osąd może go bowiem skłaniać do przemilczenia różnych wrażeń, czy refleksji, które uzna za przykre, błahe lub niezwiązane ze sprawą. Freud zachęca natomiast, by osoba zachowywała się „niczym podróżnik siedzący w pociągu przy oknie, opisujący wszystko, co przychodzi mu na myśl, podczas gdy za oknem przesuwają się coraz to inne pejzaże (…)”.

Pracy opartej na wolnych skojarzeniach sprzyja też zdaniem Freuda leżenie na kozetce. Brak kontaktu wzrokowego między analitykiem i pacjentem pozwala temu drugiemu być bardziej skupionym na własnym wnętrzu. Terapeuta zaś może w większym stopniu skierować uwagę na własne nieświadome myśli, które pozwalają mu rozumieć wewnętrzny świat osoby.

Freud poświęca też miejsce na omówienie zasad dotyczących czasu i płatności za analizę. Przeznaczał on dla jednej osoby godzinę dziennie i prowadził z nią analizę 6 dni w tygodniu. Ustalał, że wszystkie sesje są dla pacjenta płatne. Odstępstwa od tej zasady powodowały bowiem, że początkowo pojedyncze sytuacje nieobecności w krótkim czasie stawały się regularnym zjawiskiem. Uznawał, że wszelkie przerwy (również te pomiędzy ostatnią sesją w tygodniu, a pierwszym spotkaniem w kolejnym tygodniu) powinny być jak najkrótsze, bo tylko wówczas można efektywnie badać znaczenie nieświadomych motywów, które nami kierują.

Rozważając sprawę honorarium i jego braku tłumaczył, że bezpłatna terapia niekoniecznie przynosi korzyść pacjentowi. Powoduje raczej, że relacja analityk – pacjent zostaje wyjęta z realnego świata, w którym istnieje zasada zapłaty za usługę, na którą ludzie się umawiają. Kiedy osoba nie ponosi zaś kosztów własnego leczenia, nie ma też motywacji do kończenia analizy.

Zaznaczał również, że psychoanaliza jest procesem rozciągniętym na lata i skrócenie jej jest oczekiwaniem niemożliwym do zrealizowania. Na postulat swojego kolegi-lekarza, że potrzebna jest krótka i komfortowa terapia nerwic, Freud odparł, że przypuszczalnie nawet interniści byliby zachwyceni, gdyby udało im się stworzyć program leczenia gruźlicy, czy nowotworów, który byłby komfortowy dla chorego i nie zajmował mu dużo czasu.

Freud stwierdza, że przeprowadzenie głębokich zmian w psychice wymaga odpowiednio długiego czasu, ponieważ nieświadomość jest z natury bezczasowa. Życzenie zaś, by proces terapii trwał jak najkrócej wynika z niepamiętania „jak przedstawiają się konieczne proporcje między czasem, pracą i sukcesem”. Nie jest również możliwe, aby podejmując psychoanalizę dokonać rozróżnienia cierpienia pacjenta na nieznośne i marginalne, a następnie zająć się tylko tym pierwszym. Analiza nie podporządkowuje się wybiórczemu oddziaływaniu na objawy. Proces terapii, który zostanie zapoczątkowany biegnie własną drogą. Terapeuta go wspiera i nadzoruje, ale nie ma władzy pozwalającej mu określić, jaki efekt osiągnie. Tłumacząc tę kwestię Freud odwołuje się do kwestii potencji mężczyzny. Mówi, że „mężczyzna może spłodzić całe dziecko, nie potrafi jednak uczynić tego w taki sposób, że w organizmie kobiety dojdzie do powstania głowy, ręki, czy nogi (…). Może co najwyżej wdrożyć pewien zawiły, zdeterminowany od dawna proces, którego finał polega na rozwiązaniu”.

Na koniec, choć to reguła nie mniej ważna, Freud zauważa, że intelektualne poznanie źródła swojego cierpienia nie prowadzi do wyleczenia. Samo przywracanie pacjentowi wypartych wspomnień nie jest zatem skuteczne. Zmiana może pojawić się dopiero wówczas, gdy świadoma wiedza połączy się w jakiś sposób z miejscem, w którym to niechciane doświadczenie jest przechowywane. Może zaś tam dotrzeć, gdy w procesie analizy zostaną osłabione opory, które nie dopuszczają do zaistnienia tego połączenia.

Bibliografia:

  • Freud, Z. (2007). „Technika terapii”. Warszawa: Wydawnictwo KR.